Powierzchnia zdrowia
Miejsca, gdzie panują choroby napełniają mnie chłodem
Towarzysząca im biel świeci w ciemności
Popraw przekrzywione prześcieradło
Wywrócone w najnędzniejszych snach
Zniewieszczone próby straconych
Spięte drzazgi, małe rany
Okrucieństwa i prawdy, wiążą
Chorobę wewnątrz
Ustępujący uśmiech, dziecięcy śmiech
Wyuczone skrzywienie ust
Miejsca, gdzie panuje śmiech mrożą we mnie krew
Gorący ogień umiera w popiołach
Piękno przemyka tak szybko
Wieczna karuzela smutku
Niewiele więcej pytań, słuszne miejsce
Gdzie nic się nie liczy ale można dotknąć
Bez zamierającego serca, to westchnienie
Może być wiatrem szeleszczącym liśćmi
Ten ból nie należy do mnie
Zabrali wszystko
By pielęgnować choroby, straty
Przepojone strachem i wybieloną winą
Niecierpliwie panikuje w jej ciuchach
Zmęczone buty się rozłażą
Od przyciężkich obietnic miłości
Czekając na ostatni by odpadł
Spięty sprzączką wokół
Wszystko co dzieli ciało od zielonej trawy czy grząskiego błota
Zastygające znające złudzenie
Czyste prześcieradła czekające na ciało
Pchnięte w życie i powoli wybebeszane
Miejsce, gdzie panuje choroba i jest by w nim umrzeć
Będąc zmęczonym okrucieństwem i kłamstwem
Wypełnionym kroplami łez zapomnianych
Mówią „wkrótce staniesz na nogi i będziesz chodzić”
Wzięli więzienie za fortecę
Wzięli kłamstwa za piosenkę o miłości
Zapłacili za życie wiszące na włosku |