kurcze nie wiem czemu, ale w dobie płytek cd, ja nadal kocham się w czarnych, w analogach. Wiem, że jakość, wygoda odtwarzania, skakania po kawałkach itp. ale i tak czarne płyty mają dla mnie coś z magii. Poza tym duża okładka to spora powierzchnia przekazu, rozkładałam sobie kiedyś w pokoju i zmieniałam, w zależności od nastroju, raz na widoku Patty Smith, innym razem Republika, ruchoma dekoracja wnętrz, w których żyjesz. Czarną płytę bierzesz do rąk z jakimś namaszczeniem, oglądasz i dopiero zapuszczasz, kompakty są szybkie, są znakiem tych czasów. niedawno znalazłam całkiem fajne płyty, wystawione pod śmietnikiem, nie miesi mi się w głowie, jak można wyrzucić swoje płyty ? a tak poza tym, jak idziesz ulicą miasta, z czarnymi płytami pod pachą, to ludzie potrafią się patrzeć tak, jak kiedyś gdy miało się glany lub irokeza, po prostu jak na kogoś z innego świata i poniekąd tak właśnie jest :-)